Wiosno! Gdzie jesteś? - pytam sam siebie, parząc przez okno w niebo, spowite przez ciężkie deszczowe chmury. Połowa kwietnia już a jak wiadomo, zgodnie z naszym przysłowiem "kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata" - tak gwoli ścisłości, to zimy na pewno nie było, trochę lata - i owszem, za to piekielną jesień średniowiecza nam kwiecień w tym roku zafundował na wiosnę. I co tu robić? Ostatnio znalazłem sobie fajne zajęcie - wyszukiwanie na YouTube muzyki z lat młodości a przyjemne wspomnienia z tego okresu wracają same.
I tak na przykład to https://www.youtube.com/watch?v=c4zJQLQ_VTs&list=PL6IdaU8rACOR1TzpZk6JYh3llqYSdLjne singlowy numer z trzeciej płyty WYP3 - gimby nie znajo - klasyka sama w sobie, kolaboracja najbardziej rozpoznawanych zespołów - raperów lat 90. Zajka, Wojtas, Borixon, Dj Hans vs TDF i Nr. Raz na fenomenalnym samplu Czesława Niemena z mnóstwem niezapomnianych, prostych wersów w stylu:
"Mam tak samo jak Ty miasto swoje a w nim,
Prawdziwych skurwysynów i zajebisty rym
Jest dla mnie miastem niezłym warto przywitać w nim
Dla mnie wszystkim dla was WWA a dla nas Kielce
Czymś bliskim nie opowiem Ci o wszystkim
Każdy ma korzenie i na mieście odciski".
czy też:
"...WYP 3H nie do przewidzenia
Duma rozpierdala mnie jak Vienia
Masz coś do powiedzenia to weź to powiedz
Jak nie milcz jak na milczeniu owiec
Nie wiesz o co chodzi to weź się kurwa dowiedz...".
Te wersy znał chyba każdy, kto choć trochę słuchał Polskiego rapu lat 90. I nie ma się czemu dziwić - ich twórcami są dwaj najbardziej rozchwytywani raperzy tamtego okresu (jeszcze szczupły) TDF i przeżywający swój najlepszy okres w życiu Borixon, który dziś wraz z Popkiem tworzą sic! Gang Albanii.
Kto dziś z tamtego okresu nie pamięta tego wersu:
"Wiedziałem, że tak będzie zawsze za nic lądujemy na komendzie dla nas wpierdol im dumy przybędzie..." - próżno go szukać w oficjalnym teledysku https://www.youtube.com/watch?v=WCfAAw4-WDU promującym pierwszy album Molesty! Ten kawałek był zdaje się pierwszą ofiarą cenzury w muzyce po 89 roku. Dla czego? Warto posłuchać całą pierwszą zwrotkę autorstwa Włodiego! Cała płyta "Skandal" to dla mnie sam szczyt w Polskim rapie - klasyka od intro do outro - klimat warszawskiej ulicy wypływał z każdego wersu - na samo wspomnienie, kiedy pierwszy raz ją przesłuchałem mam ciary na plecach - pomimo, ogólnie ciężkiego klimatu jaki był na niej zawarty.
Z lżejszych klimatów przypomniałem sobie o takiej kapeli, o której dzisiejsza młodzież pewnie nie słyszała, a która była w tamtym czasie niemal tak oryginalna w stosunku do tego co było w trendach jak dziś Taca Hemingway na tle wspomnianego przeze mnie już wcześniej Gangu Albanii czyli...Stare Miasto i ich pierwszy album! Warto posłuchać, kto był prekursorem na Polskiej scenie wtłaczania w rapowe kawałki Jazzowych sampli https://www.youtube.com/watch?v=HEDp_73fOes
Innym przedstawicielem oryginalności wyłamującej się z ogólnej tendencji tamtego okresu był nijaki Fisz, który był niczym Jaś Fasola - ze swoim niekonwencjonalnym podejściem do składania rymów, czego doskonałym przykładem jest to https://www.youtube.com/watch?v=3RIOSaNth9U&index=2&list=PL1uiFy8MiCPMJXuizNzDeIGclpA7BJxmI - gimby dziś nie ogarną;-).
Mimo wszystko końcówka lat 90 i początek nowego milenium to był istny booom na tzw. Rap z przekazem, którego prekursorem był Grammatik za sprawą drugiego albumu - wydanego w 2000 roku, a który do dziś dzień jest nie doścignionym wzorem dla tego nowo powstałego podgatunku. Za sprawą geniuszu Noona - producenta dwóch pierwszych płyt od początku do końca panowała spójność wręcz niespotykana, nostalgiczna do której swoje 5 groszy w warstwie lirycznej dołożyli Eldo, Józek i Ash.
Pierwszy singiel https://www.youtube.com/watch?v=zHu9JxKH8Rw kojarzy mi się ze stacją muzyczną VIVA - tak gimby - VIVA puszczała kiedyś muzykę - i to jaką!
Wspominając to czego niepokorna gównażeria lat 90 słuchała nie sposób nie wspomnieć, o gościu, który poziom rymowania wywindował na wcześniej nie spotykany poziom techniki czyli autor tego numeru z jego debiutanckiego albumu https://www.youtube.com/watch?v=r8jnaZ940d8 - którego w warstwie tekstowej przebijał tylko autor tego https://www.youtube.com/watch?v=AbPJ4g-pHpY&list=PLF4BC44B8F6223AF0&index=15 - mistrz do dziś - nawet gimby znajo;-).
Lata 90 to nie tylko uliczny rap, spinka na oryginalność, technikę czy też przesadny nacisk na przekaz! Nie to, żeby raperom, których zaraz przedstawie czegoś z powyższych brakowało - nic z tych rzeczy! Jedna rzecz jaka przychodzi mi na myśl po przesłuchaniu np. tego https://www.youtube.com/watch?v=bZM2EeoXBc4 czy tego https://www.youtube.com/watch?v=Ldx3FAtFbSw to...luz, ponadprzeciętność i dystans - do siebie, otoczenia i geniusz w kwestii storytellingu - Łona, nasz Szczeciński, Zachodniopomorski rodzynek z pod ręki, którego wyszło też takie dzieło https://www.youtube.com/watch?v=cEEHcoZJbdA - nie dościgniony wzór w opowiadaniu historii z humorem i puentą do dziś dzień!
Swego czasu bardzo podobała mi się też taka nuta https://www.youtube.com/watch?v=b9pfkbRlvGc&list=PLVx7nMJGpwCN4OiFib2sTAey_NBTaCa03&index=15 - sporo lightu. A to https://www.youtube.com/watch?v=Sx-4if1ZkoE czy ktoś to jeszcze pamięta? Czy ktoś z was słyszał kiedyś o Thinkadelic - naprawdę warto się zapoznać?
Dla czego o tym wszystkim piszę? Ano przyczynkiem jest pewne zdarzenie, które mnie spotkało jakiś czas temu, kiedy byłem w odwiedzinach u swoich rodziców. Otóż pod blokiem jakiś facio w wielkiej bluzie z kapturem i sagowanych portkach w wieku ok 20/23 lat wyjechał mi z...dzień dobry!
Kurawa! Poczułem się jak dinozaur - co gorsza, typek maszerował z głośnikiem na Bluetootha z tak kiczowatą muzą, że szok.
Mówi się, że każde pokolenie ma swoich idoli, swoją muzykę i faktycznie coś w tym jest - nie wiem co to zespół grał w tym głośniku ale jedno wiem na pewno wg. mnie nie umywało się to do żadnej z wyżej przytoczonych przeze mnie pozycji. A może to, co wam przytoczyłem nie umywało się do tego co słyszałem? Może zgodnie z prawdą, że punkt widzenia zmienia się wraz z punktem siedzenia, zniekształca i idealizuje moje wspomnienia i w prosty i banalny sposób każe mi sądzić, że...za moich czasów wszystko było lepsze. Lepsza muzyka, lepsi kumple, lepsza pogoda...i wszystko inne!? Nie wiem już sam! Żyłem i dorastałem w takich a nie innych czasach w których nie wszystko było na wyciągnięcie ręki, tylko za wszystkim trzeba było się nachodzić, na kombinować, na załatwiać - bez telefonu, komputera, tabletu a szczytem szczęścia był magnetofon dwukasetowy, który umożliwiał piracenie klasycznych dziś albumów;-). Świat poszedł na przód choć czasem mam wrażenie, że wciąż - mentalnie tkwię w tych starych, pięknych czasach bez komórek, gdzie szczytem marzeń był odtwarzacz CD a oryginalne płyty na tym nośniku kosztowały 1/10 pensji murarza - i szkoda, że gimby tego nie znajo - ale pamiętajcie! W muzyce jak w życiu - chodzi o to https://www.youtube.com/watch?v=fmfnjGoxEZA !
niedziela, 17 kwietnia 2016
sobota, 2 kwietnia 2016
Święta, święta i po świętach!
Przez święta wielkanocne trochę zaniedbałem moje "postanowienie noworoczne" ale było, minęło...I'm back;-).
Mimo, iż splot zdarzeń poprzedzających dwa dni świąt kompletnie zrujnował nam plany to osobiście, z tego miejsca chciałbym ogłosić, donośnie i uroczyście a także z przytupem i radością, że były to najlepiej spędzone dni świąteczne od hohohoh;-).
Ale po kolei...cały wielki tydzień "walczyłem o życie" wspomagając się na zmianę to Smektą to węglem a każdy posiłek lądował tam, gdzie przy grypie żołądkowej lądować powinien! Do pełni szczęścia brakowało tylko przeniesienia choróbska na młodego! Ale co się odwlecze to nie uciecze tak więc ostatecznie po telefonie ze żłobka okazało się, iż i jego choróbsko dopadło!
Dopełnieniem "radosnej" przedświątecznej atmosfery był drugi telefon tym razem od "dziadków", w którym z grobowym głosem babcia obwieściła, że dziadek co prawda ma się lepiej, choć wciąż jest na antybiotykach to jednak właśnie teraz - babci się udzieliło - co oznaczało odwołanie wcześniej zapowiedzianej wizyty.
Biorąc pod uwagę, że druga babcia miała wolną "chawirę" i gościa - perspektywa wizyty u niej ograniczyła się jeno do obiadku.
Tak więc nie roztrząsając tego co za nami - skupiliśmy się na tym co prze nami! Zakupy! Żona jak to żona jest nie oceniona w tego typu sytuacjach więc to ona ułożyła list niezbędnych produktów, co by o przysłowiowym "suchym pysku" świąt nie spędzić. Bez szaleństw do tego stopnia, że pisząc wam o tym uświadomiłem sobie, że na stole zabrakło...sałatki warzywnej!!! A jak ostatnio się dowiedziałem z "internetów" to symbol Polskości więc z racji tego nie dopatrzenia chciałbym oświadczyć - Jestem Polakiem!
W piątek przedświąteczny wziąłem wolne - wraz z "Misią" odstawiliśmy "Majla" do przedszkola - po czym uruchomiliśmy instynkt rasowego zakupoholika i ruszyliśmy tam gdzie zawsze "...niskie ceny". Jajka, mąka, mięcho, mleko, pyry i wiele, wiele innych produktów.
Dzieciaki wraz żoną przy akompaniamencie robota kuchennego, stworzyły mega babkę i torcika, co by na słodko czas przed srebrnym ekranem nam umilał. Faszerowane pieczarkami z cebulką ziemniaczki w mundurkach bez precyzyjnego nakładania ręką mistrza stylu i smaku w postaci syna w ogóle nie miały by sensu. Teściowa stworzyła wypasione rolmopsy a ja...ja sprzątałem, starając się nie przeszkadzać w kuchni.
W międzyczasie dziewczyny też przygotowały "święconkę" z którą następnie w asyście syna ruszyły poświęcić. Oczywiście "Majlo" - dusza towarzystwa dał czadu w kościele krzycząc i gestykulując w kierunku ludzi, oznajmiając swoje niezadowolenie gromkim "Zostaf toooo" na każdorazowy fakt "podkradania" przez nich, ich własnych koszyków spod ołtarza. Czy też kierując ruchem przy wyjściu z kościoła krzycząc "Nie syscy na ras!".
Ale to niestety znam tylko z opowieści;-).
Pierwszy dzień świąt jak już wcześniej wspomniałem spędziliśmy u teściowej i jej gościa na obiadku, po którym ruszyliśmy przed siebie, na spacer, który nie mógł się obyć bez odwiedzin placu zabaw. Dwójka dzieci, ja i moja ładniejsza połowa - fajna, bezwietrzna pogoda, czego chcieć więcej?!
Kulminacyjnym punktem świąt był dla nas drugi dzień.
W związku z tym, iż za oknem pogoda wyglądała na mocno wiosenną wyszedłem z propozycją aktywnego spędzenia tego ostatniego dnia w rodzinnym gronie! Więc ubraliśmy się "na sportowo", spakowaliśmy kanapki i ruszyliśmy do...Parku Dinozaurów! Doskonałe miejsce na spędzenie czasu z dziećmi - są place zabaw, szybka gastronomia i...dinozaury - modele rzecz jasna;-). Wielką frajdą dla "Majla" było wszystko co go otaczało a najbardziej spodobał mu się domek "grzybek" gdzie wraz z "Misią" i innymi dziećmi bawili się w "picenie ciasa" a my z żoną z lubością, przy kawie i frytkach przyglądaliśmy się tej krzątaninie. Na spokojnie. Na luzie. Bez zbędnej "spiny" - na relaksie w promieniach przebijającego przez konary drzew słońca - cudownie było;-). Dla takich chwil lubię święta - a nie, wymuszone siedzenie przy suto zastawionym stole z koszulą zapiętą po ostatni guzik opychając się gołąbkami, bigosem i...sałatką warzywną!;-).
Z całym szacunkiem do tradycji, wspólnego biesiadowania wraz z całą rodziną ale ten czas świąt Wielkanocnych jak spędziliśmy ostatnio w gronie najbliższych mi osób podoba mi się o wiele bardziej. Zwłaszcza w kontekście współcześnie przyjętym normom praca, dom, dom, praca, praca, dom. Warto się zatrzymać, nawet kosztem tradycji świątecznych, a czas ten wykorzystać na to, co przyjemne, co niby na co dzień człowiek ma ale obowiązki dnia powszedniego gdzieś zakrywają to co najważniejsze - rodzinę i oddanie się jej! I tego właśnie wam życzę - oddajcie się temu co przyjemne niech was pochłonie spontaniczność!
Niech Moc będzie z wami;-)
Mimo, iż splot zdarzeń poprzedzających dwa dni świąt kompletnie zrujnował nam plany to osobiście, z tego miejsca chciałbym ogłosić, donośnie i uroczyście a także z przytupem i radością, że były to najlepiej spędzone dni świąteczne od hohohoh;-).
Ale po kolei...cały wielki tydzień "walczyłem o życie" wspomagając się na zmianę to Smektą to węglem a każdy posiłek lądował tam, gdzie przy grypie żołądkowej lądować powinien! Do pełni szczęścia brakowało tylko przeniesienia choróbska na młodego! Ale co się odwlecze to nie uciecze tak więc ostatecznie po telefonie ze żłobka okazało się, iż i jego choróbsko dopadło!
Dopełnieniem "radosnej" przedświątecznej atmosfery był drugi telefon tym razem od "dziadków", w którym z grobowym głosem babcia obwieściła, że dziadek co prawda ma się lepiej, choć wciąż jest na antybiotykach to jednak właśnie teraz - babci się udzieliło - co oznaczało odwołanie wcześniej zapowiedzianej wizyty.
Biorąc pod uwagę, że druga babcia miała wolną "chawirę" i gościa - perspektywa wizyty u niej ograniczyła się jeno do obiadku.
Tak więc nie roztrząsając tego co za nami - skupiliśmy się na tym co prze nami! Zakupy! Żona jak to żona jest nie oceniona w tego typu sytuacjach więc to ona ułożyła list niezbędnych produktów, co by o przysłowiowym "suchym pysku" świąt nie spędzić. Bez szaleństw do tego stopnia, że pisząc wam o tym uświadomiłem sobie, że na stole zabrakło...sałatki warzywnej!!! A jak ostatnio się dowiedziałem z "internetów" to symbol Polskości więc z racji tego nie dopatrzenia chciałbym oświadczyć - Jestem Polakiem!
W piątek przedświąteczny wziąłem wolne - wraz z "Misią" odstawiliśmy "Majla" do przedszkola - po czym uruchomiliśmy instynkt rasowego zakupoholika i ruszyliśmy tam gdzie zawsze "...niskie ceny". Jajka, mąka, mięcho, mleko, pyry i wiele, wiele innych produktów.
Dzieciaki wraz żoną przy akompaniamencie robota kuchennego, stworzyły mega babkę i torcika, co by na słodko czas przed srebrnym ekranem nam umilał. Faszerowane pieczarkami z cebulką ziemniaczki w mundurkach bez precyzyjnego nakładania ręką mistrza stylu i smaku w postaci syna w ogóle nie miały by sensu. Teściowa stworzyła wypasione rolmopsy a ja...ja sprzątałem, starając się nie przeszkadzać w kuchni.
W międzyczasie dziewczyny też przygotowały "święconkę" z którą następnie w asyście syna ruszyły poświęcić. Oczywiście "Majlo" - dusza towarzystwa dał czadu w kościele krzycząc i gestykulując w kierunku ludzi, oznajmiając swoje niezadowolenie gromkim "Zostaf toooo" na każdorazowy fakt "podkradania" przez nich, ich własnych koszyków spod ołtarza. Czy też kierując ruchem przy wyjściu z kościoła krzycząc "Nie syscy na ras!".
Ale to niestety znam tylko z opowieści;-).
Pierwszy dzień świąt jak już wcześniej wspomniałem spędziliśmy u teściowej i jej gościa na obiadku, po którym ruszyliśmy przed siebie, na spacer, który nie mógł się obyć bez odwiedzin placu zabaw. Dwójka dzieci, ja i moja ładniejsza połowa - fajna, bezwietrzna pogoda, czego chcieć więcej?!
Kulminacyjnym punktem świąt był dla nas drugi dzień.
W związku z tym, iż za oknem pogoda wyglądała na mocno wiosenną wyszedłem z propozycją aktywnego spędzenia tego ostatniego dnia w rodzinnym gronie! Więc ubraliśmy się "na sportowo", spakowaliśmy kanapki i ruszyliśmy do...Parku Dinozaurów! Doskonałe miejsce na spędzenie czasu z dziećmi - są place zabaw, szybka gastronomia i...dinozaury - modele rzecz jasna;-). Wielką frajdą dla "Majla" było wszystko co go otaczało a najbardziej spodobał mu się domek "grzybek" gdzie wraz z "Misią" i innymi dziećmi bawili się w "picenie ciasa" a my z żoną z lubością, przy kawie i frytkach przyglądaliśmy się tej krzątaninie. Na spokojnie. Na luzie. Bez zbędnej "spiny" - na relaksie w promieniach przebijającego przez konary drzew słońca - cudownie było;-). Dla takich chwil lubię święta - a nie, wymuszone siedzenie przy suto zastawionym stole z koszulą zapiętą po ostatni guzik opychając się gołąbkami, bigosem i...sałatką warzywną!;-).
Z całym szacunkiem do tradycji, wspólnego biesiadowania wraz z całą rodziną ale ten czas świąt Wielkanocnych jak spędziliśmy ostatnio w gronie najbliższych mi osób podoba mi się o wiele bardziej. Zwłaszcza w kontekście współcześnie przyjętym normom praca, dom, dom, praca, praca, dom. Warto się zatrzymać, nawet kosztem tradycji świątecznych, a czas ten wykorzystać na to, co przyjemne, co niby na co dzień człowiek ma ale obowiązki dnia powszedniego gdzieś zakrywają to co najważniejsze - rodzinę i oddanie się jej! I tego właśnie wam życzę - oddajcie się temu co przyjemne niech was pochłonie spontaniczność!
Niech Moc będzie z wami;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)