niedziela, 31 stycznia 2016

Ja vs Tacierzyństwo!


              Macierzyństwo w męskim wydaniu potocznie zwanym jako tacierzyństwo nie jest fajne - w ogóle uważam, że jest przereklamowane. Owszem kiedy znak czasu wymaże z pamięci wszystkie nie przespane noce, choroby i co za tym idzie stres związany z ich objawami i ewentualnymi następstwami a pamięć przywoła tylko te "piękne" momenty jest super. Idylla, błogostan - bo kto z nas będzie sobie zawracał głowę tym, że dziecko zerwało nas z pod ciepłych kołderek o 3:00 nad ranem i drze się w niebogłosy - kiedy wypowie swoje pierwsze słowo, zrobi pierwszy krok czy ukręci pierwszego "klopsa" do nocnika?!.
Patrząc przez pryzmat reklam akcesoriów do pielęgnacji naszych pociech czy kampanii społecznych propagujących macierzyństwo można odnieść wrażenie, że oto tak naprawdę przed przyszłą mamą i tatą nastaje wspaniały czas w krainie mlekiem i miodem płynącej. I nie wykluczam, że dla osób z konkretnie sprecyzowanymi priorytetami życiowymi tak będzie ale co z całą resztą naszej populacji nad wyraz ceniącej sobie sen i szeroko rozumianą wolność?! Co z nimi?
Z dnia na dzień trzeba się przeprogramować z młodego boga miętolącego kubek. Czas stać się odpowiedzialnym rodzicem. Nastaje czas notorycznego jego niedoboru zwłaszcza w stosunku do nabytych przyzwyczajeń do jego trwonienia. Kończą się beztroskie chwile przed telewizorem choć patrząc jaki poziom atrakcyjności przedstawiają nasze media to może i można to zaliczyć jako plus;-).
Dzieci rosną a my razem z nimi i nagle się okazuje, że coś co sprawiało nam masę przyjemności przestaje to robić. To dziecko staje się pasją! To jemu poświęca się każdą chwilę a każdy nowy dzień to nowy level do przejścia z nieznośnym backtrackingiem okraszonym chorobą, kupą, płaczem, śmiechem... chorobą, kupą, płaczem, śmiechem...
I choć naprawdę uważam, że macierzyństwo/tacierzyństwo jest przereklamowane to daleki jestem od stwierdzenia, że nie warte jest podjęcia trudu. Warte - i to bardzo! Jestem dumny ze swoich dzieci, córka przysparza nam mnóstwa radości jest mądra jak mama, ładna jak...mama i w ogóle jest jak mama za to po mnie jest roztrzepaną domatorką do tego stopnia, że powiedzenie "nie ma miejsca jak dom" powinno mieć jej twarz;-). Syn to istny Ja - uparty jak osioł, stawiający na swoje, jest typem łączącym cechy choleryka i sengwinika - przynajmniej tak mi się wydaje:-).
Jestem dumnym ojcem nie tylko z powodów jaki dostarczają mi moje pociechy jestem dumny z tego, że dałem radę choć nie raz rodzinna koalicja wisiała na włosku to jednak trwam w tym parafrazując słowa posła Kłopotka - ta koalicja trwa i...trwa mać! Jestem tylko trybikiem w tej machinie zwanej rodzina - bo rolą rodzica nie jest zaspokajanie własnych potrzeb tylko tych, którzy są głównym kołem zamachowym spajającym cały ten mechanizm - i pogodziłem się  tym! To dla nich pracuję, dla nich żyje, dla nich jestem w stanie poświęcić wszystko! Tak to już jest na tym łez padole, kiedy stajemy się rodzicem postrzeganie wartości jakie nam przyświecały do tej pory przestają obowiązywać, priorytety się zmieniają, świat się zmienia, my się zmieniamy! Oczywiście nie do końca jest tak, że stajemy się klasycznym przykładem „pantofla”, który nie ma prawa głosu – nie! Wciąż gram w tenisa, wciąż mogę pozwolić sobie wyjść „na piwo” wciąż marnotrawię czas na swoje zainteresowania ale wszystko musi mieć swój umiar! To też dlatego gram 2-3 razy w tygodniu a nie 4-5! W moim przypadku słowo umiar to słowo klucz bo odkąd mam dzieci sam uczę się... i je - jego znaczenia z różnym skutkiem raz lepszym raz gorszym. Nie dajmy się zwariować...to tylko dzieci;-)

niedziela, 24 stycznia 2016

Mój coming out!

Na wstępie jak to zazwyczaj bywa należałoby się przedstawić i coś skrobnąć o sobie - nic szczególnego wszak nie jestem modelką o wymiarach 90-60-90 by opowiadać wam o swoich aspektach wizualnych! Ot mały dziki gnom o wzroście najważniejszego "Jarosława" w tym kraju - jednakże bez ciągotek narodowyzwoleńczych na sztandarach niesionych przez podwładnych mu biskupów.
Na imię mi Marek i tak też się dziś do mnie zwracają znajomi - nowi + rodzice, teściowa, szwagier, żona i dzieci! Starzy znajomi (potocznie zwani Ziomkami) - niezmiennie od przeszło 28 lat jak czegoś odemnie chcą walą śmiało, prosto z mostu "Janek" - najczęściej! Na przestrzeni tak wielu lat spędzonych między ludźmi, z którymi się wychowałem ksywka ewoluowała i tak też powstały różnorakie wariacje takie jak: Dżefrej, Jaśko, Jasiu, Jasmin i ch...j wie co jeszcze;-).
Geneza powstania "ksywki" jest banalna i ma na imię "brat" + jego kumple! Starzy ludzie! Bo kiedy mały Janek szedł do 1 klasy te dziady były w 8! Chodziliśmy do tej samej szkoły podzielonej na dwa skrzydła! Pierwsze - dla klas 1-3 tzw mały korytarz, drugie - dla reszty "wykształciuchów" rodem ze schyłkowego PRLu nazywane, a jakże by inaczej dużym korytarzem, czysta finezja w kreatywności jakiej nie powstydził by się J.R.R Tolkien:-). Dla czego tak się nazywały już chyba nie będę tłumaczył!
Szkoła! Nieodzowny element krajobrazu lat młodości i zarazem jak w moim przypadku okres niemalże gehenny, który wraz z każdym zakończonym etapem wspominam jednak z łezką w oku - tak nie należałem do geniuszy!
Każdy ukończony element tej pogmatfanej układanki, której na imię "system edukacji" wyzwalał we mnie skrajne emocje z jednej strony radość, że to już za mną, smutek - związany z myślą, iż jest to faktycznie koniec "czegoś"  i oczywiście strach połączony z ciekawością. Co będzie dalej...cdn!
Dziś mam 35 lat, pracę, żonę, dzieci, dach nad głową - jeno psa nie mam i na domiar złego - drzewa nie posadziłem ale jeszcze wszystko przede mną, kto wie co los szykuje dla mnie jutro!?
Przez te 35 lat wychodowałem w sobie kilka "koników" nie bardzo odbiegających od zainteresowań przeciętnego Kowalskiego. Pierwszy to oczywiście jak na każdego szowinistycznego samca przystało - sport, a w zasadzie wszelkie formy rywalizacji zespołowej jakże popularne w naszej szerokości geograficznej choć wraz z wiekiem i co za tym idzie kumulowaniu zbędnej tkanki tłuszczowej już tylko oglądam a obszar zainteresowań w kwesti jego uprawiania skręcił bardziej w strone indywidualizmu i ostatecznie zatrzymał się na tenisie. Koordynację ruchową z lat młodości jeszcze szczątkowo zachowałem, biegać jakoś szczególnie nie trzeba i co najważniejsze wystarczą 2 osoby by wskrzesić w sobie dziki instynkt rywalizacji. Więc gram! Drugą pasją która pochłania lwią część mojego czasu jest muzyka. Wszelaka. Od przeszło dwudziestu lat jest to głównie rap choć ostatnio coraz więcej słucham funku, jazzu, regge czy..heavy metalu i tylko nasz rodzimy, niepowtarzalny styl będący połączeniem kiczu i klimatu rodem wprost z remizy strażackiej szerzej znanym jako disco-polo jakoś tak...nie do końca mnie przekonuje! Ba! Delikatnie mówiąc...to nie moja bajka. Ale faktycznie coś w sobie ma baśniowego bo moja siedmio letnia córka (miłośniczka bajek wszelakich) po ostatniej wizycie u swojej kuzynki wróciła w podskokach z piosenką na ustach nucąc pod nosem jakiś hit okraszony tymi oto słowami "Co to jest za dziewczyna? Czy ktoś podpowie mi? Gdy ciało swe wygina - cud malina":-) . Urocze prawda?! To może jeszcze link dla podkręcenia dramaturgi https://youtu.be/XWjtxbhj88I
Podobno faceci to duże dzieci?! No cóż nie będę z tym dyskutował zwłaszcza dzierżąc dumnie pada w ręku i wytrzeszczając ślepia przed telewizorem sterując "czymś";-). Tak k..a! Gram w gry video! Odprężają mnie! W tej materii identyfikuję się w 100% z Frankiem Underwoodem - i owszem - kino też nie jest mi obce;-).
Ponad to co wyżej napisałem jestem też rasowym "Januszem" politylki! Polskiej w szczególności! Dla czego?! Subiektywnie rzecz ujmując nie ma w naszym kraju nic bardziej wzbudzającego emocje niż wojna Polsko-Polska tocząca się w oparach absurdu! Poziom satyry w Polskiej polityce już dawno zawstydził pasmo kabaretowe Piotra Bałtroczyka więc jakoś nie szczególnie mnie dziwi opłata pay per veiev na kanał Sejm.pl na YouTube. Tak! Jak chcesz iść do cyrku to co robisz? Zgadza się geniuszu. Kupujesz bilet!
Swoje pasje, zainteresowania, hobby jak zapewne większość z was dzielę z pracą. Od 10 lat niezmiennie tą samą i choć nudną to przynajmniej okraszoną świetnymi osobowościami! I tylko to mnie w niej trzyma no bo przecież nie pensja;-).
Ot i mój coming out dobiegł końca!
Na blogu będzie panował..haos, humor i rynsztokowy język nienawiści "wykształciucha" o zasobie słów byle burka z pod nocnego, połączony z moimi subiektywnymi ocenami rzeczywistości jaka wokół mnie się toczy - samowolnie, tak po prostu!
Będę opowiadał o sobie, muzyce, kinie, pracy, ludziach o tym co mnie cieszy a co..wk..drażni! Tak będzie! Po mojemu!